Gdy miałam jakieś 10-15 lat często do szkoły chodziłam wspólnie z koleżanką, która mieszkała nieopodal. Gdy chodziłyśmy na drugą, popołudniową zmianę (tak, tak było wtedy tyle dzieci, że chodziliśmy na dwie zmiany) zazwyczaj jadałyśmy wspólne śniadania. Pamiętam, że u Magdy był najlepszy na świecie paprykarz szczeciński. Jej mama pracowała w sklepie rybnym i co prawda przynosiła taki sam, który był również u nas w domu (wtedy był tylko jeden rodzaj), ale u niej smakował zdecydowanie lepiej. Madziu jeśli to kiedyś przeczytasz to serdecznie Cię pozdrawiam i dziękuję za te wspólne śniadania i fantastyczne wspomnienia.
Dzisiaj sama robię paprykarz dla swojej rodzinki, z którym wspomnienia będą miały zapewne moje dzieci. Mam nadzieję, że równie pozytywne.
Przy okazji jest to doskonały pomysł na zużycie ryżu jeśli został Wam z obiadu. Ja dodałam 140 g bo akurat tyle miałam, ale myślę że więcej też by nie zaszkodziło.
Składniki:
- 180 g wędzonej makreli
- 140 g ryżu już ugotowanego
- 120 g pomidorów z puszki lub 2-3 pomidory świeże zmiksowane i przetarte
- 1 mała cebula
- 2 ząbki czosnku
- pół papryki czerwonej
- 2 łyżeczki słodkiej papryki
- 1/2 łyżeczki ostrej papryki
- sól, pieprz
Przygotowanie:
Cebulę i paprykę pokroić w kostkę, dodać przeciśnięty przez praskę czosnek i poddusić do miękkości. Makrelę oczyścić i zmiksować na masę. Dodać ugotowany, ryż i przetarte przez sitko pomidory z puszki lub świeże. Dodać wystudzoną paprykę i cebulę. Wymieszać, doprawić i wstawić do lodówki przynajmniej na godzinę przed podaniem.


Uwielbiamy paprykarz, a nigdy jeszcze nie robiliśmy go sami. Chyba czas spróbować! :)
OdpowiedzUsuńNajwyższy czas :)
UsuńPycha :D Nie robiłam jeszcze sama, ale taki domowy musi być znakomity.
OdpowiedzUsuńSpróbuj, sama ocenisz :)
UsuńTeż chodziłam na drugą zmianę :) Odkąd miałam 8 lat. Pamiętam, że choć szkołę miałam za blokiem, to i tak zimą bałam się przejść kilku metrów po 17.00... No, cóż, płoche dziecko ze mnie było.
OdpowiedzUsuńA paprykarzu się bałam, bo nigdy nie wiedziałam z czego się składa. I, muszę przyznać, że chyba nie ma się czego bać :)
Dlatego najlepiej było chodzić z koleżanką, zawsze raźniej zimą po zmroku :)
Usuńuwielbiam makrelę i pasty z niej zrobione. Paprykarze też uwielbiałam, kiedy chodziłam do podstawówki.
OdpowiedzUsuńPrzyznaję, ze w tych kupnych zawsze znajdowało sie jakieś dziwne rzeczy, w koncu tak sie pogorszyły, że nie wiadomo bylo co sie je.
Przepis jest dla mnie nowy, juz zaspisany, bede eksperymantować przy okazji " najbliższej" makreli.
Pozdrawiamy Tapenda
No to smacznego :)
UsuńLubię, ale nigdy nie odważyłam się zrobić sama w domu:(
OdpowiedzUsuńCzas to zmienić, nie ma się czego bać :)
UsuńZ jakiegos powodu jako dziecko nie znosilam ryb, a paprykarz uwazalam za jedna z najstraszniejszych rzeczy pod sloncem. Teraz chetnie bym taki zjadla :)
OdpowiedzUsuńCzęstuj się ;)
UsuńWygląda przepysznie!!!
OdpowiedzUsuńDziękuję
UsuńNie tylko twoje przepisy są ciekawe ,zdjęcia również.
OdpowiedzUsuńBardzo dziękuję :)
Usuń