Kolejny pasztet tylko dla mnie ;)
Rodzinka się znowu wypięła bo nie jadają bezmięsnych pasztetów. Ich strata. Pasztet oryginalnie jest wegański bo ze strony vegavani
ale jako, że ja nie jestem weganką a jedynie miłośniczką soczewicy i
niezbyt wielką fanką mięsa - dodałam od siebie jajka. Dla mnie
rewelacja. Zastanawiałam się jedynie czy nie zmielić wszystkiego na
gładką masę ale cieszę się, że tego nie zrobiłam. W tej postaci bardzo
mi odpowiada.
Składniki (na foremkę o pojemności 1kg):
/na niepełną keksówkę 37x9cm/
/na niepełną keksówkę 37x9cm/
- szklanka czerwonej soczewicy (ja dałam pół na pół z zieloną)
- 2 listki laurowe
- 2 jajka
- oliwa do smażenia
- 2 średnie marchewki, obrane i starte na tartce
- 2 średnie cebule, obrane i posiekane w kosteczkę
- 2-3 łodygi selera naciowego, posiekane w kostkę
- 3 łyżki posiekanej natki pietruszki
- pół szklanki płatków owsianych
- pół szklanki nasion słonecznika
- łyżka słodkiej papryki
- pół łyżeczki chili w proszku
- 2 ząbki czosnku przeciśnięte przez praskę
- sól, pieprz, pieprz ziołowy
Czerwoną
soczewicę zalewamy dwiema szklankami wody, solimy, dodajemy listki
laurowe, przykrywamy i gotujemy na małym ogniu przez 20-25 minut, aż
soczewica wchłonie nadmiar wody i się rozgotuje. Tak samo postępujemy z
zieloną soczewicą z tym, że czas gotowania znacznie się wydłuży.
Gotujemy do czasu aż zmięknie.
Na odrobinie oliwy smażymy cebulę, następnie dokładamy marchew i seler, dusimy do miękkości przez 10 minut.
Słonecznik zalewamy gorącą wodą i odstawiamy na 10 minut. Odlewamy z niego wodę.
Z
soczewicy wyjmujemy listki laurowe, dokładamy słonecznik, usmażone
warzywa, natkę, płatki owsiane i czosnek. Ja dodałam jeszcze 2 jajka
żeby się ładnie wszystko związało. Doprawiamy do smaku. Wszystko
dokładnie mieszamy.
Foremkę
o pojemności 1 kg lekko smarujemy oliwą, wysypujemy ją otrębami
(możemy użyć także bułki tartej). Przekładamy do niej masę,
wyrównujemy. Możemy ją posypać ziarnami słonecznika. Pasztet wkładamy
do piekarnika nagrzanego do temp. 180 stopni i pieczemy przez około
godzinę,aż boki pasztetu będą odstawać od foremki. Kroimy go dopiero po
całkowitym ostudzeniu.
Wow, ten pasztet wygląda fenomenalnie. Na pewno jest pyszny, muszę go spróbować. A niech rodzinka żałuje :) My z moim kochanym pożarlibyśmy przynajmniej połowę :)
OdpowiedzUsuń