Doczekałam się! Nareszcie warsztaty zorganizowane na śląsku, a nie tylko w stolicy czy na pomorzu. Jakiś czas temu otrzymałam zaproszenie od Marka z programu promocyjnego "Doceń Polskie", za które jeszcze raz dziękuję:) Powiem szczerze, że nazwę kojarzyłam, ale nie do końca orientowałam się na czym ten program polega. W ubiegłą sobotę miałam okazję dowiedzieć się więcej o tym programie promującym wysokiej jakości produkty dostępne na polskim rynku, a że cenię sobie polskie i lokalne produkty wysokiej jakości, toteż polecam Wam o nich poczytać (Klik).
Na warsztaty dotarliśmy do Cyferblatu w porze śniadaniowej więc rozpoczęliśmy spotkanie od jajek z kawiorem, musli czy jajecznicy - do wyboru do koloru ;) Brakowało mi tylko quesadilli z krupniokiem jako, że bar ten szczyci się menu z potrawami śląskiej kuchni fusion.
Do zmiany kultury picia i sposobu parzenia kawy przekonywał nas Marcin z Krakowskiej Kooperatywy Kawowej, pozytywnie zakręcony człowiek, który zapewne obudzony w środku nocy, bez wahania wymieni nam wszystkie 104 gatunki kawy uprawiane na świecie. Ja co prawda baristą nie zostanę i dalej będę parzyła kawę "po swojemu", ale doceniam ludzi, którzy tak jak Marcin mają ogromną wiedzę i plan na przyszłość związany ze swoją pasją.
Jedno jest pewne, warsztaty i spotkanie śląskich blogerek (w większości kulinarnych, ale nie tylko) zaliczam do udanych. Cieszy mnie bardzo fakt, że dzięki tym warsztatom nie jestem już totalną ignorantką kawową;) A co zapamiętałam? A no chociażby fakt, że trzymamy się z daleka od robusty - gorszej jakościowo, a łatwiejszej w uprawie odmiany kawy. Nie pijamy kawy, która nie posiada na opakowaniu daty palenia i że odwracamy się na pięcie i wychodzimy z kawiarni jeśli w ekspresie ciśnieniowym kelner przygotuje nam kawę inną niż espresso. Nie po to przecież wymyślono urządzenia jak chemex, porcelanowy filtr przelewowy, syphon czy aeropress żeby wszystkie kawy świata przyrządzać w ekspresie;)
Co najbardziej zapadło mi w pamięć to fakt, że kawa powinna być lekko kwaśna, a jeśli jest gorzka to oznacza, że: albo została źle zaparzona, albo była dawno palona (termin przydatności to max miesiąc po paleniu), albo... nie znamy się na tym co dobre;)
Ja się najwidoczniej nie znam, bo do kawy (najbardziej smakowała mi z syphonu) najchętniej dodałabym cukru i mleka. Oczywiście absolutnie nikomu się do tego nie przyznam, a już zwłaszcza prowadzącemu warsztaty, według którego jedyna, prawdziwa kawa to "no milk, no sugar" (z niecierpliwością czekam na tego bloga;)
Śląskie blogerki i ich relacje z warsztatów znajdziecie tutaj:
mojkulinarnypamietnik, galopemprzezkuchnie, rogalikblog, goodmoodfood, anyzkowo, my sweet life, my tasty world, moje dietetyczne fanaberie, OneDayRestaurantKatowice, gastromonia, aromatyczneinspiracje, wstrzasnieta-niezmieszana, rabarbarra, ostryga i gościnnie z Wrocławia cakes and the city,
Dziękuję bardzo Bernadecie za udostępnienie swoich zdjęć (ja zapomniałam zabrać ze sobą aparat).
A wiecie co robiłam pisząc te słowa? Oczywiście piłam kawę (z cukrem i mleczkiem;).
jakie ladne zdjecia, po twojej przerobce naprawde ladnie wyszly.
OdpowiedzUsuńSama je robiłaś więc pochwały należą się Tobie :) Jeszcze raz dziękuję, że się nimi podzieliłaś :*
Usuńz cukrem i mleczkiem najlepsza:)
OdpowiedzUsuńz mlekiem i miodem najbardziej lubię. :)
OdpowiedzUsuńciekawe te warsztaty, jako kawowy nałogowiec zazdroszczę!
OdpowiedzUsuńfajna impreza!
OdpowiedzUsuńżycie & podróże
gotowanie
mnie też zdjęcia bardzo się podobają, przy waszych aparatach ja "wysiadam";).
OdpowiedzUsuńCo do kawy to Marcin może sobie pić co chce, ja jeśli już się napiję to dokładnie taką jak Ty:)))
a niebo niech grzmi :D
Ja tam kawy raczej nie piję ale polskie jedzenie doceniam i uwielbiam:))
OdpowiedzUsuńAle Ci dobrze Kaczodajnio :-D Kawkę popijać, ciekawych rzeczy się dowiadywać. Super :-D
OdpowiedzUsuńOoo super, szkoda, że nie wiedziałam o warsztatch. Jestem z Tychów :(
OdpowiedzUsuńJa również żałuję, że nie wiedziałam... Mieszkam w okolicy. pozdrawiam Cię Gosia (tapasdecolores.blogspot.com)
OdpowiedzUsuń