Mocno spóźniony wpis jednak przepis wart uwagi nawet teraz, bo wiele osób na pewno przezornie pomroziło sobie bób na gorsze czasy. Ja tak robię i nie omieszkam wykorzystać go jesienią lub zimą gdy zatęsknię za smakiem bobu. Na pewno zrobię wtedy te zielone kopytka, które doskonale smakują w połączeniu z łososiem z grilla (przepis tutaj).
Wiecie jak to jest gdy bób się pojawia na rynku, jest świeżutki, młodziutki, smakuje obłędnie i moglibyśmy się nim objadać bez przerwy. Do czasu. U nas pod koniec sezonu już wszyscy mieli go dość i cały kilogram leżący w lodówce byłby się zmarnował. Stąd te kopytka, wszak bób ma podobną konsystencję do ziemniaków i świetnie z nimi współgra. Niestety przepis nie będzie zawierał dokładnej wagi gdyż akurat była mi się popsuła;) Kopytka robiłam metodą "na części" ;)
Oczywiście można też zrobić kopytka z samego bobu, bez dodatku ziemniaków, wybór należy do Was:)
Składniki:
- 1 część ugotowanych ziemniaków
- 3 części ugotowanego bobu
- mąka pszenna
- 1 jajko
- sól
Przygotowanie:
Ugotowane z solą ziemniaki przepuszczamy przez praskę lub tłuczemy dokładnie żeby nie było grudek. Tak samo postępujemy z bobem. Następnie bób dzielimy na trzy równe części, odmierzamy jedną część ziemniaków równą 1 części bobu. Masę dzielimy na pół, jedną część odkładamy, a w jej miejsce sypiemy mąkę (troszkę mniej niż połowa masy). Wszystko razem mieszamy dodając jajko. Wyrabiamy szybko podsypując mąką w razie potrzeby. Z masy formujemy wałeczki, które następnie kroimy ukośnie tworząc małe kopytka (patrz: zdjęcie na dole). Wrzucamy na osolony wrzątek, mieszamy i przykrywamy garnek. Gdy kopytka wypłyną na powierzchnię gotujemy już bez przykrycia przez około 5 min.
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńBobu juz u mnie nie ma (niestety nie zamroziłam), ale napewno wypróbuję przepis w nastepnym sezonie, pozdrawiam:))
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawy przepis. Mi bób chyba nigdy się nie znudzi!
OdpowiedzUsuńBardzo ciekawe danie. Na pewno takie kopytka są zdrowsze niż z ziemniaków:))
OdpowiedzUsuńMmmm! Wspaniałe! Szkoda, że nie zamroziłam bobu :(
OdpowiedzUsuńWpraszam się do Ciebie na talerz takich pysznych bobowych kopytek. dla mnie mogą być same z masełkiem i bułeczką tartą. Nie potrzebuję więcej dodatków ;-)
OdpowiedzUsuńSłusznie, same z masełkiem (dla mnie bez bułki tartej) też smakują doskonale
UsuńNo nie! Ale świetny pomysł! Na pewno do wypróbowania! Ja bym jeszcze posypała świeżym tymiankiem i jestem w niebie!
OdpowiedzUsuńPodoba mi się taki pomysł na wykorzystanie bobu! Bardzo mi się podobają takie zielone kopytka, może zrobię, my do tej pory jedliśmy bób prosto z wielkiej michy:)
OdpowiedzUsuńjaki super przepis.
OdpowiedzUsuńBardzo, ale to bardzo fajny pomysł!!!
OdpowiedzUsuń